wtorek
2012-02-21 23:35:04
Chciałabym się rozpłakać - pomyślała. Chciałabym, żeby ktoś mnie pocieszył. Nie chcę już dłużej być silna. Choć raz pragnę poczuć się głupia i wystraszona. Tylko na chwilę, to wszystko... na dzień... na godzinę... (...)
Leżąc na pryczy, obiecała sobie, że pewnego dnia pozwoli sobie zapomnieć o sile.
Ale nie dzisiaj. To nie mogło stać się dzisiaj.
George R.R. Martin "Starcie królów"
Ktoś mi ukradł karnawał. Albo go zgubiłam. Wszystko jedno.
Uczę się gotować. Jeszcze będzie ze mnie Perfekcyjna Pani Domu. Za jakieś 10 lat pewnie. Jak na razie z levelu jajecznicy idealnej weszłam na etap warzywek na patelni. Dobre i to.
I znowu śnią mi się glify. I łachy. I inne ciekawe rzeczy. Nic dziwnego skoro całe dnie wektoryzuje mapy.
A propos map oczywiście zaczęłam się już stresować. Bo przecież zostały tylko cztery miesiące na napisanie pracy. A ja mam jeszcze tyle do zrobienia. A dzień ma tylko 24 godziny. Ratunku. Aż sie boję co będzie w maju.
Cuda się zdarzają. Przychodzą czasem całkiem niespodziewane i nie możesz przestać się uśmiechać.
Kupiłam środki nasenne. Już drugie opakowanie, pierwsze nie działały. A ja nie mogę pozwolić sobie na parogodzinne próby zaśnięcia. Czasem trzeba się poddać.
Mimo, że moje tabletki zawierały walerianę, chmiel, melisę i inne mądre rzeczy kwiatem lotosu na gładkiej tafli górskiego jeziora wcale się nie czuję. Zupełnie nie. Jedne stresy zamieniam na drugie. Jak to ja.
Mam plany i postanowienia. Całą masę, jak zawsze. Na pewno część rzeczy nie wyjdzie ale będę się starać. Bardzo.
Komputer mnie pochłonął. Wszystkie przedmioty na studiach mam przy komputerze, mgr robię na komputerze, mapę do artykułu takoż i jak Bóg da i partia pozwoli dostanę pewną pracę. Też przy komputerze.
Śnieg na rzęsach dzisiejszego wieczoru był jak pożegnalny pocałunek. Delikatny, zimny i boleśnie ulotny.
Nie lubię iść spać. Nie kojarzy mi się to z odpoczynkiem, ciepłą kołderką i miękką poduszką ale z porażką. Już nic więcej dzisiejszego dnia nie zrobię. Jak zawsze to co mi się udało zdziałać było tylko małą częścią tego co na ten dzień zaplanowałam. Koniec. Klęska. Kolejna. Tak, to może wyjaśniać tą bezsenność.
Jak zawsze dużo się uśmiecham
Kocham zimę i śnieg. Jakoś nie umiem w tym roku cieszyć się z pierwszych znaków nadchodzącej wiosny. To, że nie znoszę odwilży i mokrych butów to jedno. A drugie, że ja chcę jeszcze zimę. Jeszcze się nią nie nacieszyłam. Nie i tyle. Była biała, zimna, piękna i za krótka.
Poradzę sobie. Przecież muszę.
skomentuj (3)